Book | Me | Love | Archive | Best | Fan | Links

Śląsk pod transparentem KONCERT. part II: LACRIMOSA. >> niedziela, 16 września 2007 18:30:07
9 IX (ndz): obudziłyśmy się, wstałyśmy, umyłyśmy, zjadłyśmy. no i ruszyłyśmy na przystanek, gdzie po krótkim czekaniu musiałyśmy rozstać się z jednym klonem :( jadąc na spotkanie drugiego hihi :) w tym miejscu wyrażam serdeczne podziękowanie dla Krycka za przyjęcie prawie że obcej osoby u siebie w domu... jesteś niesamowita :) w autobusie dołączył do nas Klonik - 2 spotkanie, a wciąż takie niemożliwe. dojechałyśmy do Katowic, poszłyśmy kupić bilety na pociąg do Rybnika, po czym z Szańkiem kupić sukienkę niebieską (to co, że ciut bańkowatą xP) i posiedzieć w McDonaldzie. zapamiętać ten McDonald!! po wyjściu pomyliły żeśmy strony, ale szybko naprawiając błąd, podążyłyśmy po raz setny ku dworcowi PKP... odnalazłyśmy tym razem szczęśliwie właściwy peron, a nawet tor xD i jakiś czas gadałam jeszcze z Klonem przez okno (Szaniek podsłuchiwał). i tak rozstałyśmy się z drugim klonem podążając w 2 strony świata...
po ok. 1h zastałyśmy na dworcu rybnickim Jolkę :) i teraz już wiemy z autopsji, że podróż dworzec PKP-dom Joli stanowczo łatwiej pokonuje się bez megawielkich toreb-piesków jak w sierpniu... xP po przebyciu tej drogi telefon od dziewczyn z Katowic, które chciały spotkać się w pociągu na Wodzisław (początkowa wersja była taka, że jedziemy we 3 autobusem)... zatem miałyśmy na przebranie się, pomalowanie i wszelkie inne bzdety jakieś 15 min. (Szania i ja jedziemy pociągiem, Jola autobusem), z których zrobiło się po chwili 5 (Szania pociągiem, ja z Jolką autobusem) i 2 (powrót do wersji pierwotnej), jakoś tak - szybka zmiana. tak więc pojechałyśmy autobusem wszystkie 3 na spotkanie drugiej połowy towarzystwa... po drodze otrzymałyśmy telefon od pana managera o niejakich kwiatkach i rzucaniu ich na scenę... entuzjazm jak nic xD (do tej pory nie rozumiemy motywu)
Wodzisław. kierunek: dworzec PKP. niestety w trakcie zaatakowała nas pszczoła! i w efekcie nasze ukazanie się oczom Martyny i Oli wypadło mniej więcej tak, iż zbiegałyśmy ze schodów wykonując dziwne ruchy rękami... Szania wciąż gadając z dziewczynami przez komórkę xD także jak je (a właściwie ich, bo ściągnęły jeszcze Przemka - jedynego w naszym gronie reprezentanta Wodzisławia i największą później fankę Dawida xP) zobaczyłyśmy, pobiegłyśmy od pszczół i rzuciłyśmy się na nie, nieomal przewracając (bynajmniej w przypadku moim i Martyny xP). później skierowaliśmy się już na wodzisławski rynek, gdzie z kolei zauważyłam Ewcię w momencie, gdy Jolka zaczęła do niej dzwonić xD także dzwońcie jak kogoś szukacie!! po krótkim przedstawieniu, po którym mogę się założyć, że nadal wszyscy nie wiedzieli do końca z kim mają do czynienia... dyskusja, gdzie by tu się podziać, przy czym ja od początku marudziłam o miejsce siedzące i kawę. nie posłuchano mnie jak zwykle xP i poszliśmy do parku i... na plac zabaw? xD gdzie okazało się, że ławki stoją w za dużych odległościach od siebie, więc część grupy postanowiła wrócić na rynek. tam rozsiedliśmy się na jednej z ławek + murku. po jakimś czasie udało mi się przekonać wszystkich do ruszenia się do pobliskiej knajpy! *jupi* o bardzo wdzięcznej nazwie: Wiejska Chata. tu znów pojawiła się różnica zdań w związku z liczebnością i różnorodnością towarzystwa. mianowicie Jola i Ewa weszły do środka i się rozsiadły, nie chcąc się ruszyć, bo zimno, reszta została na zewnątrz, nie chcąc wejść, bo ciepło xD mają ludzie problemy xP stwierdziłam, że nie zostawię dziewczyn samych i dołączyłam do tych wewnątrz. i tak w efekcie latałam po całej "Chacie" w te i we wte w związku z tym, że Szaniek zawsze nosi torebkę, a ja nie xD postanowiłam zamówić naleśniki i Cappucino, Jola naleśniki "dla brzdąca", Ewa coś do picia (xD). no i poczekałyśmy sobie na owe naleśniki, podziwiając zdjęcia nie-rozszyfrowałyśmy-czyje na ścianie, patelnie dla lalek oraz świeczniki bez świec, tudzież kaczkę i drabinę zawieszoną poziomo na suficie... i rozmawiając o mającym się odbyć koncercie, publiczności, której stanowczo prawie nie było oraz kwiatkach (obmyślając techniki ich rzucania)... zanim po ok. godzinie otrzymałyśmy 3-centymetrowej grubości naleśniki... a różnica pomiędzy naleśnikami, a naleśnikami "dla brzdąca" okazała się taka, iż ja dostałam 2, a Joluś 1 xDD generalnie okazały się tak słodkie i gumowe, że wysiadłyśmy na tym samym etapie wielkości pozostałego naleśnika... tak więc za mój drugi wzięła się Ewa i (o dziwo) zatrzymała się na tym samym etapie, co my wcześniej... ale ostatecznie skończyłyśmy z Ewą równo, zastanawiając się czy komentarz do jakiegoś dania w menu był prawdziwy: "dla jednego chłopa lub dwóch bab" xD i poszłyśmy do tych na zewnątrz, którzy też już skończyli obiad... pogadaliśmy jeszcze, bo czasu trochę zostało. posłuchaliśmy próby i strojenia instrumentów. po czym poszliśmy pod scenę. oczywiście co się stało? rozpadał się deszcz..... parasole Ewy i Szani ratowały sytuację, choć ja zaopatrzyłam się przezornie w kurtkę z kapturem. po objęciu wzrokiem sceny zarejestrowałam, iż kojarzę aż 1 osobę spośród muzyków. no ale co poniektórzy byli w jeszcze gorszej sytuacji. i wtedy Jola pokazała nam po raz pierwszy pana Ostracha, który stał i kontrolował sytuację na scenie ;) i publiczność o dziwo się znalazła i to niemała!
w końcu koncert się zaczął... remix "Bez Ciebie nie istnieję", które śpiewałyśmy chyba wszystkie. w końcu Dawid na scenie. za nim wbiega 2 tancerzy, a w zasadzie chłopak i dziewczyna. konsternacja u każdego w głowie. ("Konrad?! niiieeeeeee") po chwili Ewa - towarzyszka spod parasola - "to jest Konrad?" "nieeee wieeeem!" "Konrad!!!" niespodzianki są czasem fajne, jak się o nich kompletnie nie wie! koncert był naprawdę świetny - przeszkadzało tylko składanie i rozkładanie parasola... ale ważne było, że stałyśmy tam razem, Dawid na scenie i nie liczyło się nic :) na Lacrimosie Dawid zeskoczył ze sceny, rozruszał tłum, po czym nie miał jak wrócić... xP a ja myślałam, że zastrzelę Ewę, której musiałam trzymać parasol nad aparatem, co uniemożliwiło klaskanie lol, ale już jej wybaczyłam! za to przy przedstawianiu zespołu przez Dawida się wymądrzyłam i na owego jednego, którego kojarzyłam z poprzedniego koncertu-Karola przekazałam parasol Ewci xDD po zakończeniu koncertu dostałyśmy pocztówki z nowym wizerunkiem Dawida (rzucanie kwiatków nie wyszło, choć nie z naszej winy), postaliśmy chwilę i (olewając równo J.Radka wchodzącego na scenę xD) poszliśmy wszyscy razem za scenę. jednak ani Dawid się nie pokazał, ani deszcz nie miał zamiaru przestać padać, więc za moją namową zaczęliśmy wrzeszczeć "Dawid!!" (w zamyśle było jeszcze: "zimno!!"), co też nic nie dało. okazało się, że po jakimś czasie poszukiwany wszedł dopiero do namiotu, co nas rozbroiło i zaczęliśmy się dobijać na wszystkie możliwe sposoby komunikacji. w końcu stwierdziliśmy, że jak chce to niech on się do nas dobija xP i poszliśmy sobie usiąść pod Wiejską Chatą. gdzie miło spędziliśmy czas, wydzierając się/śpiewając piosenki takie jak "Gdzie strumyk płynie z wolna..." w końcu telefon i przeprowadzka do innej knajpy. niestety tutaj musieliśmy się pożegnać z Olą, Martyną i Przemkiem :(( dziewczyny musiały lecieć na pociąg na Katowice...
my natomiast spotkaliśmy się tam wreszcie z Dawidem, p.Ostrachem oraz częścią zespołu. obawy co do tej drugiej osoby rozwiały się szybko i już po chwili stał się po prostu Piotrem. pozytywnie bardzo. Dawid został zatrudniony do kaligrafowania różnych niestworzonych dedykacji na pocztówkach ;) i generalnie dopiero po wszystkim każdy dowiadywał się, co działo się po drugiej stronie stołu... xP i jak go obgadywano xD nie no, nie było tak źle ;) powstało tylko kilka nowych anegdotek. zespół niestety szybko musiał się zmyć, ale jego miejsce zajęli niedługo inni znajomi. tu m.in. pozdrowienia dla Kariny! no i zjawił się też Konrad, który to nieopatrznie dosiadł się do naszego końca stołu i dopełnił składu wraz z Szańkiem - tylko Piotr i Dawid rozdwajali się na dwie strony xD w pewnym momencie Piotr wyskoczył z propozycją zamówienia pizzy, ale jakoś nie było odzewu. gadaliśmy dalej, było wesoło to każdy przyzna, bośmy długo jeszcze potem o tym spotkaniu rozprawiali. po dłuższym czasie jakoś tak wszystkim zachciało się jeść. "niestety, nie przyjmujemy już zamówień na pizze". P: "a nie mówiłem wtedy, że trzeba zamówić pizze?!" ogólnie głód został pogrzebany śmiechem... o którejś (wersja Ewy-zegarynki: po 23), kiedy jakoś wszystkim już poodjeżdżały autobusy (jak to się mogło stać? *myśli* to jedynie potwierdza atmosferę :) było niesamowicie.) powlekliśmy się przez rynek, spotykając jeszcze jakąś znajomą osóbkę. a potem po wielu uściskach i pożegnaniach wielu (indywidualnych i zbiorowych) Dawid i Piotr wpakowali się do auta czekającego już taty Dawida, a wszystkie dziewczyny + Konrad do zamówionej przez tamtych taksówki. dojechaliśmy szczęśliwie do Rybnika.
po wczołganiu się (windą) na 9 piętro, rozsiadłyśmy się w przedpokoju (który dużym nie jest, a do tego wąskim, ale dałyśmy radę!), a Kondziu nawet był na siłach zrobić wszystkim herbatę :)) wytrzasnął nawet skądś chipsy i bodajże były też ciastka?! e, nie czepiajmy się szczegółów. no i gadaliśmy razem jeszcze ileś. po czym poszliśmy spać, choć usypiając słyszałyśmy z Szańkiem głosy Ewci i Jolci... xD tak skończył się ten najcudowniejszy dzień.........
komentarze [20]

Śląsk pod transparentem KONCERT. part I: Bytom. >> wtorek, 11 września 2007 21:57:50
8 IX (sobota): o godzinie 8:30 wsiadam w ciapąg. wlekę się 7,5h, na szczęście w doskonałym towarzystwie 2 studentek toruńskich, które śmiały się już gdy na siebie spojrzały, zatem było wesoło (m.in. motyw bycia grzybkiem do przyciskania w 'Jaka to melodia' oraz spania w gołębniku lub np. PS-ów od konduktora-mamy Magdy: "pierogów jednak nie będzie", ale prym wiódł wciąż mijający nasz przedział i odbywający tajemnicze wycieczki do kibla-wehikułu czasu pan z 'Powrotu do przyszłości'!!). jeśli Ola i Magda będą kiedyś to jakimś niemożliwym cudem czytać to ja je baaaardzo serdecznie pozdrawiaaaam!!! oczywiście reklama musi być - zaprosiłam je na niedzielny koncert, choć przypuszczam, że pogoda skutecznie zniechęciła nawet jeśli. pod koniec trasy esemesy i telefon od wypatrującego mnie już na dworcu naszym ukochanym katowickim Szaniaka (który przytelepał się ciapągiem z Wawy dnia poprzedniego). konsternacja. ("wysiadłaś już?" "nie, stanowczo jadę.") perony na tym dworcu jakoś ciągle zmieniają numerację. (w Ligocie jest za to peron widmo! miałyśmy okazję wysiadać!) kiedy w końcu udało mi się dojechać i wysiąść w Katowicach, a dziewczyny zdołały dobiec na 3 już chyba w kolejności możliwych (ale sam w sobie nawet nie podejrzany o bycie tym właściwym) peron, poznałam wreszcie osobiście klona Szani-Krycka. i to jest pierwsza z tak strasznie piekielnie pozytywnie odebranych przeze mnie osób, które miałam okazję poznać dzięki jednemu (dwóm, jeśli liczyć pobyt w sierpniu) wypadowi... zapisałam całe okienko, a doszłam jedynie do dojechania na miejsce... działo się zdarzenie na zdarzeniu, szczęście na szczęściu... choć czasem padało... :) z dziewczynami pojechałyśmy autobusem do Bytomia. wszystkich słów, śmiechów, zdziwień, konsternacji, szoków, załamań psychicznych i zburzeń światopoglądów nie jestem w stanie tu Wam przedstawić. było nieziemsko. już tam! pomijając że od wejścia zostałam wyzwana od koszykarek i oskarżona o pomylenie (bo kto o normalnym stanie psychicznym telepałby się 7,5h x2 na 1 cały dzień?!), ale my się z Szańkiem jak najbardziej zgadzamy co do tej drugiej kwestii xP w kążdym razie po oglądnięciu miliona teledysków na YouTubie przeszłyśmy do oglądania 'Wpuszczonego w kanał'... i miałyśmy niesamowity ubaw z robakami! xD umówiłyśmy się jeszcze na następny dzień z moim klonem w autobusie... i poszłam spać, bo już oczu nie umiałam utrzymać otwartych.......
komentarze [1]

że zawsze będziesz ze mną, blisko tu. >> niedziela, 2 września 2007 21:11:53
pali się świeczka w "szklaneczce" zawierającej wiele wspomnień, będącej symbolem. tego, co przeżyliśmy razem... świeczka herbaciana od innej, ale również jakże ważnej osoby... i srebrna, byle wypalić. właśnie dzisiaj, po iluś m-cach świeczkowej ciemności. na nowy dobry początek. choć każdy wie, że nigdy on dobry nie jest. ale.

wakacje były dla nas w tym roku czymś cudownym. prawda? album, który zostawiłam na "później", na spokojnie, już na tęskno... i poryczałam conajmniej 2 razy. właśnie totoć do świeczki... i stos kartek z kalendarza. z tysiącem wspomnień + spisaną historią, przypomnieniem. nawet tego klimatu, zwiedzania. hasłem tych wakacji okazała się spontaniczność ponad wszystko. bo nie miało być śląska. a już w życiu nie miało być Wawy. bo nie miało być spotkania z dziewczynami w Katowicach. jakby się głębiej zastanowić to niczego być nie miało. a jednak się zdarzyło. i teraz potęskuję. z ogromną nadzieją na 9 września... dziękuję każdej indywidualnej osobie, którą miałam okazję poznać na żywo lub którą mogłam zobaczyć po raz kolejny... a już przede wszystkim towarzyszce w podróży od początku do końca, która telepała się ze mną ciapągami, które nie zawsze chciały przyjechać... kocham Cię... :*
komentarze [1]





2007
marzec (2)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (3)
wrzesień (3)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (2)

2008
styczeń (2)
marzec (1)
maj (2)
lipiec (4)
sierpien (2)
wrzesień (1)

2009
styczeń (1)





ania . ann . dawid koczy . ewa . jola . olusiowata świstak . damien sargue . showbiznes toportal.pl

___________
Layout by Natasha.
Want more? Everlast Layouts